Sklep zamknięty

Od 1 stycznia 2014 roku sklep familiaris.pl zaprzestaje swojej działalności.

Dziękujemy wszystkim tym, którzy nam zaufali i zakupili coś w naszym sklepie, komentowali i zostawiali swoją opinię, byli cierpliwi i wyrozumiali, gdy coś szwankowało.

Życzymy Wam i Waszym rodzinom błogosławionego roku 2014!

Mali ogrodnicy

Gdy po zimie ożywa przyroda i rośliny szykują się do eksplozji zieleni w moim umyśle kiełkują pomysły co tej wiosny w ogrodzie posadzić, posiać, zaprojektować i zrobić przy czynnym udziale naszych dzieci. Ogródek domowy mamy nieduży i gdy się wprowadzaliśmy do obecnego domu porastał go trawnik z przewagą mchu. Obecnie już wygląda lepiej ale wciąż jest dużo pracy. Od początku w pracę starałem się zaangażować naszą dwójkę dzieci. W tym roku do naszej ekipy ogrodników dołączyło trzecie dziecko (w końcu ma już ponad roczek) , które już spaceruje z łopatką, konewką i nie takimi małymi grabkami. Dzieci bardzo chętnie naśladują nasze zachowania. W ten sposób się głównie uczą, podpatrując i powtarzając nasze czynności. Warto to wykorzystać we wszystkich aspektach życia zaczynając od umiejetności trzymania kubka lub łyżki, do sadzenia cebuli, siania marchewki i przekopywania ziemi. Dodatkowo świerze powietrze, wiedza o roślinach, ich rozwoju i wspólnie spędzony czas to wartości bezcenne.

Najmniejszy ogrodnik

Dzieci chcą  w pracach ogrodowych uczestniczyć. I to nie jako pomocnicy, lecz jako pełnoprawni wspólnicy. Dla dzieci poniżej trzeciego roku życia nie ma specjalnego znaczenia, czy dbają o trawnik, czy sadzą kwiatki, czy pielęgnują marchewkę. Powyżej trzech lat ma już to znaczenie ze względu na to, w jakim celu się daną roślinę sadzi i o nią troszczy. Cele mogą być oczywiście dwa: rośliny mogą być ozdobą lub żródłem pożywienia. Od rodzica zależy co chce przekazać dziecku angażując je w ogrodzie. Ja osobiście staram się akcenty ozdobne i warzywno-owocowe rozłożyć po równo.

Od czego zacząć?

Pozwól mi to zrobić samemu

Już rocznemu dziecku (a nawet wcześniej) można i warto czytać książeczki z obrazkami pokazującymi warzywa, owoce, krzewy, drzewa i kwiaty. Również książki ukazujące zmiany pór roku i związane z tym zmiany zachodzące w przyrodzie. Wiedza z obrazków przyda się, gdy dziecko już je marchewkę, jabłko, sałatę, gdy da mamie kwiatki na dzień mamy, czy koszyczek truskawek dla taty na dzień ojca. Na spacerach warto pokazywać drzewa, krzewy, kwiaty nazywając je i opisując czym się różnią od wcześniej poznanych. Zbieranie liści, szyszek, jagód, jeżyn, robienie zielników to kolejne etapy wtajemniczania w świat roślin. Warto też robić eksperymenty typu hodowla cebuli na przeźroczystej szklance tak by było widać korzonki, czy dolanie do wody w  wazonie barwnika i wstawienie do wazonu białych margerytek (kwiaty zabarwią się na kolor barwnika).

Odpowiedzialność i brudne ręce

Spotykałem się z osobami, które nie lubią dotyku ziemi, które pracują w ogrodzie tylko w rękawiczkach. Nigdy natomiast nie widziałem dziecka, które by chciało w rękawiczkach budować zamki z piasku lub kopać w ziemi. Wręcz przeciwnie dzieci lubią się ubrudzić po łokcie i po kolana. Choć może być trudno to zaakceptować warto jednak przymknąć na brud oko, by nie psuć frajdy z pracy w ogrodzie. Oczywiście od początku należy uczyć dzieci by pracowały w ciuchach roboczych przeznaczonych właśnie do pracy w ogrodzie i by myły ręce po skończonej pracy (i znów zaznaczam, że dziecko patrzy i uczy się podglądając coja robię). Osobiście jest  mi najtrudniej zaakceptować zniszczenia i straty, gdy dzieci rozdeptają kwiaty w ferworze pracy, zadepczą świeżo wschodzące zasiewy lub pozrywają kwiaty z kwitnących truskawek. Spokojne zwrócenie uwagi na delikatność i kruchość roślin (wielokrotne zwrócenie na to uwagi) sprawi, że dziecko się nie zniechęci do pracy w ogrodzie i zapamięta by być ostrożniejszym. Pozwalam zatem dzieciom pracować tak jak potrafią, wyjaśniając jednocześnie jak to robić, by praca była owocna. Moi rodzice, z którymi od małego pracowałem w ogródku wydzielili w ogrodzie dla mnie i moich sióstr grządki tylko dla nas, byśmy sami sobie planowali i pielęgnowali uprawy. Dali nam wiedzę, czas, przestrzeń i narzędzia, a przede wszystkim dali nam odpowiedzialność. Dla najmłodszych dzieci (już dla roczniaków, które ledwie się nauczyły chodzić) warto zostawić fragment ziemi do kopania, drążenia, robienia tzw. błotka. Polecam też małą piaskownice sklecona z kilku desek, gdzie maluszki mogą pierwszy raz zapoznać się z łopatką, grabiami, wiaderkiem czy konewką.

Narzędzia nie na niby

Zaufanie, które owocuje

Narzędzia plastikowe nadające się do zabawy na plaży lub piaskownicy nie nadają się do pracy w ogrodzie. Dzieci nie będą bezpieczniejsze pracując plastikowymi narzędziami jeśli nie nauczymy ich jak narzędzi używać. A gdy je nauczymy wówczas praca narzędziami metalowymi też będzie bezpieczna. Oczywiście dwuletnie dziecko choć bardzo by chciało, nie da rady pracować np. dużymi grabiami. Obecnie można bez trudu kupić metalowe narzędzia ogrodnicze odpowiedniej wielkości by dzieci mogły nimi pracować. Warto jednak zwrócić uwagę na jakość wykonania tych narzędzi, bo z tym bywa różnie. Dzieci bardzo szybko dostrzegają, czy dajemy im prawdziwe narzędzia do ręki, czy tylko atrapy, czy dajemy im prawdziwą, konkretną pracę do wykonania czy tez próbujemy je zbyć i nie pozwalamy tak naprawdę ogrodu pielęgnować. Bardzo  łatwo niestyety zniechęcić dzieci do aktywności i pracy w ogrodzie poprzez złe podejście lub zbyt emocjonalne reakcje w trudnych sytuacjach.

Pasja i wiedza

Nie będzie chyba niczym nowym stwierdzenie, że chcemy się dzielić z bliskimi tym, co nas pasjonuje. Mnie pasjonuje ogrodnictwo i bardzo chcę się tym z moimi dziećmi dzielić. One widząc jak pracuję w ogrodzie, chcą mi towarzyszyć i mi pomagać. Wierzę jednak, że jeśli nie będzie w nas pasji ogrodniczej, to mimo to dzieci będą chciały towarzyszyć nam  w pracy ogrodowej i się tym zainteresują. Jednak gdy pasji brakuje może braknąć i  wiedzy. Myślę, że warto uczyć się i czytać razem z dziećmi na temat ogrodnictwa, np. nwaet instrukcje na torebkach z ziarnami zawiera sporo wiedzy. Wiele informacj znajdziemy w internecie np. o tym,  jak pielęgnować dane drzewko owocowe, czego potrzebuje dana roślina (np. borówka amerykańska potrzebuje kwaśnej ziemi, znajdziemy odpowiedź co się stanie, gdy z jednej strony krzewu hortensji damy ziemię o odczynie zasadowym, a z drugiej strony ziemię kwaśną). Możemy rozpocząć od prostych w pielęgnacji warzyw takich jak marchew, ziemniak, cebula, sałata, a następnie spróbować trudniejsze jak ogórek czy pomidor. Warto z czasem też zwrócić uwagę na wpływ faz księżyca na rozwój roślin, czyli kiedy sadzić, zbierać rośliny według podziału na dni liściowe, korzeniowe itd. Dodatkowo polecam opisywanie roślin przy pomocy zalaminowanych napisów z  nazwą rośliny tak, by dziecko mogło zapamiętywać je wzrokowo (pomocne w nauce czytania/pisania). Inną możliwością wykorzystania wiedzy o roślinach ogrodowych są karty pracy. Jest to np. zestaw 8 warzyw wydrukowanych jako zdjęcia (na białym tle).  Jedna karta zawiera warzywo z nazwą pod nim wypisaną, na drugiej jest warzywo bez podpisu, a na trzeciej sam podpis. W różny sposób można te zestawy wykorzystywać do ćwiczenia pamięci, czytania, segregowania. Tego typu karty pracy są między innymi wykorzystywane w edukacji Montessori.

Owoce wspólnej pracy w ogrodzie

Palec też jest narzędziem

Myślę, że owoce wspólnej pracy z dziećmi w ogrodzie są wyjątkowo cenne  i  oczywiste ale dla pewności postaram się je wymienić:

  • wspólnie spędzony z dzieckiem czas, którego tak zawsze mało,
  • szacunek do świata roślin, do natury,
  • rozwój wiedzy o zjawiskach i prawach rządzących światem roślin,
  • rozwój w dziecku umiejętności współpracy,
  • rozwój w dziecku takich cech jak odpowiedzialność, cierpliwość, wrażliwość, delikatność i wielu innych,
  • zdobycie doświadczenia w obserwacji natury i w czekaniu na efekty (owoce) swojej pracy,
  • ruch dziecka na świeżym powietrzu,
  • radość ze zbiorów z ogrodu i większa otwartość na spożywanie warzyw i owoców,
  • wiedza, że marchew jest z ziemi, a nie z supermarketu.

Autorem artykułu jest: Damian Węglowski

Damian Węglowski

Strona www: http://familiaris.pl

Jestem szczęśliwym mężem Ani od 7 lat. Jestem ojcem czwórki pełnych energi dzieci. Pasjonuje mnie praca w ogrodzie i tworzenie czegoś z niczego (majsterkowanie). Staram się to zaszczepiać w moich dzieciach i angażować je w moje pasje (z sukcesami). Moim mottem jest: kochać drugiego to „tracić” czas dla niego.

Jeśli uważasz, że wpis jest wartościowy, przekaż wieść o nim dalej ...

Dziękujemy!

Dyskusja poniżej

  1. Author: Pluska

    Damiano,
    bardzo mnie ujął artykuł. Bo pachnie ogrodem i pasją. I trąci delikatną poezją :) Zatęskniłam za przemianą swojego podejścia do zajęć ogrodowych – może kiedyś, gdy wokół wymarzonego domu będą wymarzona trawa, brzozy, słoneczniki i… sałata. Tymczasem zarażaj Dzieci bliskością z ziemią.
    Ciepło i serdecznie Cię pozdrawiam(y wszyscy troje; zwłaszcza Ten Najmniejszy, który od wczoraj pędzi po mieszkaniu, raczkując na całego) :)

    Odpowiedz

    • Author: Damian Węglowski

      Dziękuję Pluska :)
      Nie wiem skąd zwłoszczenie mojego imienia (Damiano :)) ale podoba mi się. Wierzę, że kiedyś z radością będziecie z dziećmi hodować sałatę i to kilka razy w sezonie :) Cieszę się, że mój tekst, moje spisane myśli poruszyły dobre tony w Tobie. A z Najmniejszego jesteśmy dumni wszyscy. To piękne, że w końcu sam może decydować gdzie dojdzie, a właściwie gdzie doraczkuje. Ściskam i dziękuję za komentarz. Maj dookoła maj wyświęca ogrody………..

      Odpowiedz

  2. Author: Anna Węglowskia

    Obserwując dzieci z roku na roku (to już trzeci sezon) widzę, że z łatwością rozpoznają krzewy owocowe. Pewnie nie jest to dziwne, bo pamiętają, że znajdywały tam owoce latem. Nie było ich wiele, ale mogły zasmakować choć odrobinę darów natury. Szczególnie najstarszy nasz syn – 5 lat- rozróżnia krzewy porzeczki od krzewów maliny, czy agrestu. Myślę, że nam wielu nieobce są wspomnienia zrywania tych owoców w dzieciństwie czy to na działce, czy też u babci, czy we własnym ogrodzie. Jakże one wtedy smakowały, jakże pachniały… Jak miło było mieć brudne ręce soczystymi owocami.
    Mieszkamy w Irlandii, gdzie owoce kupuje się z reguły w superkmarkecie, szczelnie zamknięte w plastikowym opakowaniu. Chcemy, by nasze dzieci, mogły same doświadczyć sadzenia, siania i wpółtworzenia darów ziemi, by mogły zerwać z krzaka smaczny owoc. By wiedziały, że one nie rosną w sueprmarkecie… ;) uściski dla Młodego raczkującego. Czekamy, aż i po naszym ogrodzie będzie mógł kiedyś pomaszerować. :)

    Odpowiedz

Włącz się do dyskusji